Mam go !!!

Jeszcze nie mój. Dobrze, że miałem przy sobie aparat.

15 lipca 2005...

Wtedy się zaczęło. Iż stał na podwórku pewnego domku, 200 metrów od miejsca gdzie pracuję, przykryty czarnym foliowym workiem. Jak nieboszczyk. Podobno stał tak ponad rok... Patrzyłem na niego, a on mówił: - Kup mnie! Nie mogłem go nie posłuchać - następnego dnia był już mój.

 

Historia

Historia motocykla jest całkiem interesująca. Właścicielem Iża był facet z Węgorzewa (drugi koniec Polski - Iża znalazłem we Wrocławiu, gdzie pracuję) - artysta malarz, pędziwiatr i włóczykij. Piękna Pani, od której  odkupiłem motocykl, otrzymała go od Malarza jako rekompensatę za niespłacone długi. Iż stał na przydomowym podwórku  i niszczał, niedotykany przez dłuższy czas. Chyba nie skłamię, jeżeli stwierdzę, że uratowałem mu życie...

 

Pierwsze wrażenie

Na zdjęciach motocykl wygląda całkiem sensownie, niestety w rzeczywistości było gorzej. Zdecydowałem, że nie będę go uruchamiał, choć właściciel twierdził, że można go śmiało odpalać. Ja nie odważyłem się na taki krok - powstrzymał mnie brak akumulatora i obawa o stan płynów w silniku. Jak się potem okazało - był to raczej dobry ruch. Po zdjęciu dekla sprzęgła, z wnętrza silnika  wydłubałem ćwierć kilo błota. Konsystencja oleju w skrzyni również daleka była od spodziewanej. Jednym słowem - bagno.

 

Stan

Kupując Iża miałem bardzo niewielką wiedzę na jego temat, dziś wiem o modelu 49 znacznie więcej. Kierowałem  się impulsem - był to mój drugi Iż 49. Pierwszego miałem ładnych parę lat temu, niestety wtedy nie umiałem pogodzić dłubania przy Iżu ze studiami i uciechami młodości. Więc skoro trafiła się taka okazja, żeby naprawić to, co wcześniej mi się nie udało - nie mogłem jej nie wykorzystać.

 

Muszę powiedzieć, że  miałem naprawdę wielkie szczęscie. Motocykl był podniszczony, ale w dużym stopniu kompletny. Miał zadziwiająco dużo oryginalnych radzieckich śrub i nakrętek (dziś zdobycie ich jest dużym problemem, ze względu na nietypowe rozmiary gwintów). Puszka prądów kompletna, w świetnym stanie. Oryginalne opony - oczywiście w stanie nie do użytku, ale też świadczy to o oryginalności motocykla. Wspomnę również o linkach w bawełnie, trudnym do zdobycia przełączniku świateł, gaźniku z nieodłamanym ogranicznikiem obrotów (poprzedni właściciel chyba nie zauważył, że ma dotarty motocykl), oraz obu osłonach łańcucha w świetnym stanie.

A co najważniejsze - mój Iż ma papier. Naprawdę nie wyobrażam sobie, że mógłbym trafić lepiej.

 

Nie ma róży bez ognia..

Każdy weteran do remontu musi mieć jakieś braki. Mój Iż nie był wyjątkiem. Lista nie była specjalnie długa, niemniej skompletowanie oryginalnych części zajęło mi trochę czasu. A więc:

 

- pęknięty klosz reflektora

- dźwignia ssania

- wajcha ordprężnika

- kluczyki

- tylne światło

- odblask pod rejestracją

- zużyte gumy rolgazu

- gumy podnóżków i kopniaka

- zniszczone cięgno hamulca

- klakson

- akumulator 6V

 

Większość z braków już uzupełniłem. Do znalezienia pozostał mi tylko "żółwik". Na razie założyłem replikę lampki Hella, ale zdejmę ją gdy tylko trafię na oryginał.

 

Przygotowania

Dobry remont musi mieć plan. Brakujące elementy zostały określone, pozostało jedynie zastanowić się nad zakresem prac niezbędnych do ożywienia mojego motoru.

 

Że blachy zmienią kolor - nie miałem wątpliwości od początku. Zielony Iż, mimo że takie istniały - nie pasował mi jakoś. Temat gryzł mnie prawie dwa miesiące. W czasie, gdy zaczynałem remont, nie znałem innych właścicieli Iża49, a w sieci ładnie odrestaurowanych egzemplarzy - jak na lekarstwo. Po wielu wahaniach wybrałem. Jak? Zobaczycie... :)

 

Powłoki galwaniczne nie wytrzymały próby czasu. Wszystkie należy poprawić. Decyduję, że nie będzie żadnych modyfikacji w tej kwestii. Co było fabrycznie cynkowane - zostanie pocynkowane. Chromy - zostaną położone ponownie, zgodnie ze sztuką, na miedziowym podkładzie. I żadnych przegięć. Jak z fabryki.

 

W przeciwieństwie do powłok, blachy zachowały się w stanie wręcz idealnym. Zero korozji, nie zauważyłem również żadnych wgnieceń ani podejrzanych spawów, zdradzających kaskaderskie przygody w przeszłości. Zielony lakier nie jest oryginalny - świadczą o tym między innymi zamalowana tabliczka znamionowa i ślady farby na oponach. Nie ma szparunków. Na razie...

Rozczarowania

Spokojnie, nie było ich wiele... Właściwie jedynym większym rozczarowaniem był fatalny stan układu wydechowego. Nie widać tego na zdjęciach, zresztą zauważyłem to dopiero po demontażu tłumików i kolanek.

 

Tłumiki - masakra. Oba od dołu są niemiłosiernie skatowane, widać że przeżyły niejeden "szlif". Oba były kiepsko ratowane spawarką. Naprawiający nie był wirtuozem - oba kwalifikują się na złom. Posłużą mi jako dawcy - wymontuję z nich wszystko co się da ponownie wykorzystać. A reszta - na śmietnik.

 

Kolanka są w odrobinę lepszym stanie. Jedno właściwie jest całkiem w porządku, nie licząc małych wgnieceń. Za to drugie ma od dołu podłużną rysę długości dobrych 30cm i głębokości 8mm. Nieźle oberwało. Na razie nie wiem, co z tego wyjdzie. Może

uda się je uratować..

Made with Namu6